Polski Słownik Biograficzny bywa punktem wyjścia dla każdego, kto próbuje odtworzyć losy szlacheckiej rodziny z XVII wieku. Bywa też punktem, w którym trop się urywa albo — co gorsza — skręca w złą stronę. Tak było w przypadku Szymona Sarnowskiego herbu Jastrzębiec, kantora krakowskiego, którego PSB umieszcza w bliżej nieokreślonej „kaplicy różańcowej”, opatrując tę informację znakiem zapytania. Kłopot polega na tym, że katedra na Wawelu takiej kaplicy nie posiada. Ma ją natomiast kościół Dominikanów przy Stolarskiej w Krakowie — i to tam w naturalny sposób kierowały się poszukiwania.
Wizyta u Dominikanów okazała się ślepym zaułkiem. Kaplica różańcowa i przyległe krużganki mieszczą dziesiątki tablic pamiątkowych: Sołtykowie, Sierakowscy, Lubomirscy, Zbarascy, Zamoyscy, Rostworowscy. Sarnowskiego wśród nich nie ma, a systematyczne przejrzenie całości nie przyniosło nawet śladu, który dałoby się z nim powiązać.
Rozwiązanie przyniosła nie kolejna wizyta terenowa, lecz kwerenda w Jagiellońskiej Bibliotece Cyfrowej. Biblioteka Jagiellońska przechowuje w Zbiorach Graficznych niemal kompletny zespół rysunków Jana Kantego Wojnarowskiego (1815–1876), dokumentalisty krakowskich zabytków, którego prace zachowały wygląd wielu pomników nieistniejących już dziś albo przekształconych. Wśród nich znalazł się rysunek przedstawiający epitafium Szymona Sarnowskiego, skatalogowany jako pochodzący z katedry na Wawelu. Warto zaznaczyć, że lokalizacja pochodzi z opisu bibliotecznego, a nie z adnotacji samego autora — na odwrocie rysunku takiej informacji brak. Niezależnie od tego zastrzeżenia kierunek jest jasny: Wawel, nie Dominikanie.
Sam rysunek okazał się cenniejszy niż tylko wskazówka lokalizacyjna. Odczytana z niego inskrypcja zawiera zwrot „de armis Accipitris” — czyli herbu Jastrzębiec — oraz określenie pochodzenia zmarłego z województwa i powiatu łęczyckiego. To istotne, ponieważ nazwisko Sarnowski występuje w kilku niepowiązanych ze sobą liniach, w tym pomorskiej pisanej z przydomkiem „von”, i sam zapis nazwiska niczego nie rozstrzyga. Dopiero herb w połączeniu z konkretnym powiatem pozwala umieścić tę rodzinę na mapie. Inskrypcja koryguje przy okazji datę śmierci, którą literatura podaje niekonsekwentnie.
Ten sam zespół rysunków przyniósł drugie epitafium — Jakuba Sarnowskiego, prymiceriusza kapituły katedralnej krakowskiej i kolegiaty sandomierskiej, zmarłego w 1682 roku. Tekst inskrypcji jest wyjątkowo hojny w informacje: określa zmarłego jako siostrzeńca biskupa krakowskiego Jakuba Zadzika i podaje wprost, że zgodnie z własną wolą został złożony w kaplicy swojego wuja. Kaplica Zadzika, znana też jako Kościelecka, pod wezwaniem św. Jana Chrzciciela, jest w katedrze wawelskiej miejscem konkretnym i możliwym do sprawdzenia — pierwszy twardy punkt zaczepienia po tygodniach szukania po omacku.
Zestawienie tej informacji z zachowanymi genealogiami otwiera pewną możliwość. Określenie „ex sorore nepos” wskazuje jedynie, że matką Jakuba była któraś z sióstr biskupa Zadzika. Jedyną znaną z imienia i skoligaconą z Sarnowskimi jest Anna Zadzikówna, żona Wojciecha Sarnowskiego — gdyby to ona okazała się matką, Jakub byłby rodzonym bratem Stefana Sarnowskiego, podkomorzego łęczyckiego i marszałka izby poselskiej sejmu abdykacyjnego z 1668 roku. Jest to na razie hipoteza wymagająca potwierdzenia w aktach, tym bardziej że Jakub w opracowanych dotąd genealogiach w ogóle nie figuruje. Rozstrzygnąć ją mogą księgi grodzkie łęczyckie albo akta kapituły krakowskiej, gdzie powinny znaleźć się zapisy o pochodzeniu prymiceriusza.
Ostatecznie obraz wygląda tak: dwaj duchowni Sarnowscy upamiętnieni w katedrze na Wawelu, jeden kanclerz kapituły w katedrze gnieźnieńskiej, jeden biskup we Włocławku — rodzina znacznie mocniej wrośnięta w struktury kościelne Rzeczypospolitej, niż wynikałoby to z pobieżnej lektury opracowań. Weryfikacja w terenie wciąż jednak czeka, bo przy ostatniej próbie kaplica Zadzika była zamknięta dla zwiedzających. Rysunek, choć wiarygodnie oddaje sam obiekt i jego inskrypcję, z natury rzeczy nie mówi nic o otoczeniu — dokumentacja tego typu powstawała na czystym arkuszu, bez tła. Pytanie, czy epitafia wiszą tam do dziś i w której dokładnie części katedry, pozostaje więc otwarte aż do wizyty w środku.
A jak u Was wygląda relacja między tym, co podaje literatura, a tym, co udaje się potwierdzić na miejscu? Zdarzały się takie rozjazdy?
CDN…


