Lilia nad morzem. Czy do Gdańska przyszła z Francji?

Czy lilia na pieczęciach książąt Pomorza Gdańskiego mogła przyjść z Francji, przez żonę albo matkę któregoś z nich, tak jak gryf trafił do Sambora II? Wszystko zaczęło się od jednej uwagi w rozmowie: lilia to znak Sobiesławiców. Skojarzenie przyszło od razu: Francja, Merowingowie, a do tego pewna mutacja mtDNA, która bywa z nimi łączona. Herby rzeczywiście wędrowały małżeństwami, więc taki trop trzeba sprawdzić na źródłach, bez odrzucania go z góry i bez przyjmowania na wiarę.

Co jest na pieczęciach

Agnieszka Rusakiewicz, która przeanalizowała najstarsze pieczęcie książąt wschodniopomorskich (Gdańskie Studia z Dziejów Średniowiecza 9, 2003), naliczyła 20 typów pieczęci Sobiesławiców i osób z ich kręgu. Lilia pojawia się na 6 z nich: u Mirosławy, dwukrotnie u Świętopełka, u Sambora II, jego żony Matyldy i u Warcisława II. Na pieczęci konnej Świętopełka z około 1228 roku trójpłatkowa lilia widnieje nad koniem, a pieczęć Warcisława II z 1266 roku nosi ją jeszcze w drugiej połowie stulecia. Mściwoj II już jej nie używał. Autorka czyta ten znak jako symbol politycznej suwerenności, a nie ozdobę czy „herb pomorski”, więc pytanie brzmi nie tylko „skąd”, ale też „dlaczego akurat wtedy”.

Francja? Kapetyngowie i legenda Chlodwiga

Lilia jako znak królów Francji utrwalała się w XII wieku, a według Rusakiewicz prawdopodobnie używał jej już Ludwik VII. Z czasem dopisano jej legendę: w chwili chrztu Chlodwiga, króla Franków z dynastii Merowingów, ropuchy z jego tarczy miały zamienić się w lilie. Tak lilia zyskała rodowód sięgający Merowingów, tyle że w opowieści, a nie w dokumentach. Legenda tłumaczy, skąd lilia wzięła się we Francji, ale nic nie mówi o tym, jak mogłaby dotrzeć nad Bałtyk. W tej sprawie źródła milczą: nie ma śladu francuskiej żony ani matki któregokolwiek z Sobiesławiców. To nie dowodzi, że takiej kobiety nie było, oznacza jednak, że „most do Francji” trzeba by oprzeć na czymś więcej niż sama lilia.

Droga przez Pomorze Zachodnie

Rusakiewicz uważa, że lilia trafiła do Sobiesławiców najprawdopodobniej z Pomorza Zachodniego, od Gryfitów z linii dymińskiej. Tam znak jest wyraźnie starszy: Kazimierz I ma go na tarczy pieczęci około 1170 roku, Kazimierz II około 1214, a jego żona Ingarda około 1219. Około 1235 roku lilię zastępuje tam gryf. Na wschód mogła przejść kilkoma drogami: przez Mirosławę, córkę Mściwoja I wydaną za księcia z rodu Gryfitów, której pieczęć z 1229 roku nosi lilię, przez jej teścia Bogusława I albo przez Ingardę, Dunkę z pochodzenia, regentkę w latach 1219–1226. Autorka skłania się ku przejęciu znaku wprost z linii dymińskiej pod koniec lat dwudziestych XIII wieku, właśnie wtedy, gdy Świętopełk umacniał swoją niezależność.

W linii dymińskiej była też Piastówna: Anastazja, córka Mieszka III Starego, żona Bogusława I i matka Kazimierza II. Kusi, by w niej szukać źródła lilii. Kazimierz I, pierwszy z lilią na pieczęci, był jednak jej szwagrem, a nie synem, więc znaku nie odziedziczył po niej. Ten trop zostaje zatem w tle, jako przykład obcej krwi w rodzie, a nie jako droga znaku.

Gryf wchodzi przez żonę

Gryf dobrze pokazuje, jak taki mechanizm wygląda w praktyce. Sambor II, książę lubiszewski, pieczętował się lilią jeszcze w 1241 roku, a po połowie lat czterdziestych przyjął gryfa. Tradycja wiąże go z rodem żony, Matyldy z Meklemburgii; popularne kompendia podają rok 1251, Rusakiewicz wskazuje lata po połowie lat czterdziestych. Najciekawsze jest to, że sama Matylda miała na pieczęci dwie duże lilie, które Rusakiewicz wiąże ze Świętopełkiem. Kobieta, od której według tradycji przyszedł gryf, sama pieczętowała się znakiem rodziny męża. Dla gryfa trop „przez żonę” ma więc oparcie w tradycji i w czasie zmiany, dla lilii źródła takiego tropu nie dają.

Ten sam mechanizm widać jeszcze kilka stuleci później, w tytule cesarzy rosyjskich. Holsztyn, Szlezwik, Stormarn, Dithmarschen i Oldenburg weszły do niego po mieczu, razem z Piotrem III, księciem holsztyńsko-gottorpskim. Władztwo Jever we Fryzji przyszło natomiast po kądzieli. Obowiązywało tam dziedziczenie przez siostry, więc gdy w 1793 roku zmarł bezdzietnie ostatni książę Anhalt-Zerbst, Jever odziedziczyła jego siostra, cesarzowa Katarzyna II. Od 1796 roku tytuł Pawła I kończy się słowami „władca Jever”. W jednym tytule widać więc obie drogi naraz: dziedzictwo męża i dziedzictwo żony.

Merowingowie i mutacja mtDNA

Zostaje wątek, od którego zaczęło się skojarzenie. W jednej z linii badanych na tym blogu występuje mutacja mitochondrialna, która bywa łączona z Merowingami. Zestawienie kusi: Merowingowie, Chlodwig, lilia, a po drugiej stronie Gryfici i Pomorze. Tyle że mtDNA i herb wędrują zupełnie różnymi drogami. mtDNA dostają od matki wszystkie dzieci, ale dalej przekazują je tylko córki, natomiast herb idzie po mieczu albo wchodzi do rodu przez małżeństwo. Jeśli kobieta wnosi znak do rodu męża, przejmują go synowie, a już ich dzieci mają mtDNA swoich matek, nie babki. Znak zostaje w rodzie, a jej mtDNA znika z niego po jednym pokoleniu.

Jest też drugi problem. Dynastia, także merowińska, to linia męska, a w każdym pokoleniu matka była inna. Nie istnieje więc jedno „mtDNA Merowingów”, są tylko mtDNA konkretnych kobiet, które do tej rodziny wchodziły. Ta sama mutacja występuje przy tym u wielu ludzi, a zbieżność z wpisem w bazie danych nie czyni nikogo potomkiem dynastii: do tego potrzebna jest udokumentowana linia żeńska albo badania szczątków. Mutacja nie jest więc argumentem za francuską lilią Sobiesławiców. Może co najwyżej skłonić do pytania, dokąd prowadzą żeńskie linie w drzewie rodzinnym.

Co jest pewne, a co otwarte

Pewne jest, że lilia występuje na 6 z 20 typów pieczęci Sobiesławiców i ich otoczenia oraz że badania wiążą ją z Pomorzem Zachodnim, a nie z Francją. Legenda o Chlodwigu wyjaśnia początek lilii we Francji, nie jej drogę nad Motławę, a gryf Sambora II ma uzasadniony trop „przez żonę”. Otwarte pozostaje, kim była Zwinisława, żona Mściwoja I, i skąd w rodzinie wzięło się imię Świętopełk. Hipotez jest kilka, od Mieszka III Starego przez morawskich Przemyślidów, a przy samym imieniu także Rurykowiczów, i żadna nie została rozstrzygnięta. Nie wiadomo też, kim byli rodzice Ingardy ani czy lilia na Pomorzu Zachodnim nie przyszła z Danii, Brandenburgii lub Wielkopolski.

Trop nazwiskowy pojawił się też z zupełnie innej strony. Według genealogii Marii Jadwigi Minakowskiej siostra Pawła Edmunda Strzeleckiego, Izabela, wyszła za Józefa Świętopełka-Słupskiego, a mieszkała w Skubarczewie w Wielkopolsce, gdzie jako dziecko mieszkał także sam Strzelecki i dokąd wracał jeszcze po swoich podróżach. Człon „Świętopełk-” kojarzy się z książętami pomorskimi, ale podobne przydomki nosiły też rody herbu Lis, a nazwisko Słupski pochodzi według słownika nazwisk od kilku wsi, głównie wielkopolskich. Czy to ślad pomorskiego pochodzenia, czy tylko nazwa jednej z wielkopolskich wsi, bez metryk nie rozstrzygniemy.

Czy znane są przykłady pomorskich lub sąsiednich małżeństw z XII–XIII wieku, w których znak wszedł do rodu przez żonę? Każdy taki przypadek może wskazać drogę, której na razie nie widać.

CDN.

☕ Wsparcie dla dalszych badań: https://bit.ly/4tAMMuG

#ŚladamiPrzodków #GryfNadMorzem #Gryfici #Sobiesławice #Heraldyka #Pomorze #Genealogia #mtDNA

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Please select your product
Przewijanie do góry
0
YOUR CART
  • No products in the cart.