Kaszubi od wieków mówią o sobie, że są inni — inny język, inne zwyczaje, inna historia. Ale okazuje się, że ta odrębność zostawiła ślad nie tylko w kulturze, ale i w genomie.
Media ochrzciły to mianem “genu kaszubskiego”, choć nazwa jest myląca — to nie żadna cecha etniczna, tylko rzadki wariant w genie HADHA, znany specjalistom jako przyczyna deficytu enzymu LCHAD. Wśród osób pochodzenia kaszubskiego nosicielem tego wariantu jest mniej więcej jedna na 57 osób, w pozostałych regionach Polski — jedna na 187. Ta sama mutacja występuje też w całym basenie Bałtyku — w Finlandii, Estonii, północnych Niemczech. Nie jest więc “kaszubska” w sensie krwi, tylko skoncentrowana tam, gdzie społeczność żyła w izolacji, żeniąc się głównie we własnym kręgu.
I tu robi się ciekawie dla każdego, kto szuka swoich korzeni: taka koncentracja to nie tylko temat dla genetyków. To dowód na to, że w drzewie genealogicznym Kaszuba linie splatają się częściej, niż mogłoby się wydawać — czasem dwie różne gałęzie schodzą się u wspólnego przodka szybciej, niż podpowiada samo nazwisko.
Dziś sprawdzenie własnego DNA jest prostsze niż kiedykolwiek — ten sam test, który wykrywa taki wariant, pokazuje też pochodzenie i pomaga znaleźć krewnych, o których nawet się nie wiedziało. Dla kogoś z kaszubskimi korzeniami to szansa, żeby zobaczyć, ile z tej opowieści o odrębności faktycznie zapisało się w jego własnych komórkach.
Podobnie jak w przypadku Gryfa — herb i legenda mówią jedno, ale prawdziwa historia bywa bardziej zawiła i ciekawsza, niż się wydaje na pierwszy rzut oka.
A Wy — szukacie już swojej nici, czy dopiero zaczynacie?
CDN…


