W pewnym niedawnym materiale o początkach Polski, przy okazji omawiania najnowszych badań genetycznych dynastii, padło określenie “piastowicze” — użyte z wyraźną ironią, wobec dwóch przypadków tej samej, szerokiej linii ojcowskiej, pod którą leży też wąska, potwierdzona linia samej dynastii. Ton był jasny: skoro ci dwaj dzielą z Piastami tylko ten szeroki, wspólny parasol — a nie wąską, konkretną gałąź — to za mało, żeby cokolwiek znaczyło.
Sam szeroki parasol istotnie niewiele mówi — nosi go dziś ogromna część Europejczyków, z Piastami czy bez, więc dwóch ludzi w tak licznej grupie to żaden argument w jedną ani w drugą stronę. Rzecz w tym, że w tej samej sieci porównań, budowanej od lat niezależnie od żadnej publikacji, jest coś dużo węższego: ta sama, wąska gałąź R1a, o której była już mowa w tej serii — linia, która trafiła do rodziny dynastycznej nie przez miecz, tylko przez kądziel. Nie o niej była mowa w tamtym materiale. A to właśnie ją, nie szeroki parasol, niesie dziś dziewięciu niezależnych, rozrzuconych po różnych rodzinach mężczyzn. Dziewięć niezależnych potwierdzeń tej samej, wąskiej linii to już nie ciekawostka — to wzór.
Przy okazji tego samego materiału wróciło pytanie, które w tej serii pojawiło się już wcześniej, przy zupełnie innej okazji: czy Wikingowie w ogóle dotarli w tę część Europy. Odpowiedź istnieje od blisko stu lat i nie wymaga żadnej nowej publikacji. Szczątki wojownika z drugiej połowy IX wieku, odkryte na Zamku Praskim podczas wielkiej kampanii wykopaliskowej w latach 1925–1929, dziś znajdują się w zbiorach muzealnych — analiza izotopowa wskazała jednoznacznie na pochodzenie północne, najprawdopodobniej duńskie. To ustalenie czeskich archeologów, nie forum internetowe. Ten człowiek trafił pod Zamek Praski o kilka pokoleń wcześniej, niż rozegrały się wydarzenia opisane w publikacji przywołanej na wstępie — i to w tej samej części Europy. Pytanie “czy w ogóle tu dotarli” jest więc po prostu źle postawione.
Wróćmy do liczb, bo dziewięciu to i tak prawdopodobnie dopiero ułamek całości. Ta sama sieć porównań niesie równolegle ślady tej szerszej linii, o której była mowa na wstępie — u tych samych ludzi, którzy niosą wąską gałąź R1a, nie w sąsiednich, niepowiązanych rodzinach. Krąg ludzi noszących dziś jedną z linii ojcowskich związanych z Piastami wygląda więc na znacznie szerszy, niż sugerowałaby garstka nazwisk przywołana w pojedynczym materiale.
Ten sam krąg dotyka też bezpośrednio wątku otwierającego tę serię. Jedna z osób noszących wąską linię ojcowską związaną z Piastami łączy się w sieci porównań wprost z rodziną, w której po stronie matczynej odzywa się ta sama, wąska linia co u wikinga z Bodzi — nie przez odległe echo, tylko przez bezpośrednie, potwierdzone porównanie DNA. Krąg, o którym mowa, nie jest więc osobno piastowski i osobno wikiński. To jeden i ten sam krąg, widziany z dwóch różnych stron drzewa.
Wątek zapowiedziany na końcu poprzedniego odcinka — zupełnie inna linia ojcowska, dotąd w tej serii nieobecna — nigdzie się nie podział. Wraca w następnym odcinku, zaraz po tym.
Liczby potrafią być cichym kontrargumentem. Nie trzeba podnosić głosu, żeby dwóch zamienić w dziewięciu.
Zdarzyło się Wam kiedyś natknąć się na kategoryczne stwierdzenie w mediach, które Wasze własne, prywatne dane po prostu podważały?
CDN.
☕ Wsparcie dla dalszych badań: https://bit.ly/4tAMMuG
#genealogia #DNA #Piastowie #R1a #haplogrupa #GEDmatch #genealogiagenetyczna #archeogenetyka


