Poprzedni odcinek kończył się zdaniem zostawionym świadomie bez rozwinięcia: obok głównej linii R1b-U152 w tej samej sieci porównań pojawiają się też matche niosące haplogrupę R1a — tę samą, która u dwóch osób ze szczątków uznanych za piastowskie stoi jako osobna, niewyjaśniona anomalia. Czas to rozwinąć, bo trop okazał się dużo mocniejszy, niż sugerowałaby sama etykieta „anomalia”.
Ten sam artykuł, który ustalił dla dynastii wąską linię R1b-BY3549, zawiera też fragment rzadziej przywoływany w doniesieniach medialnych. Spośród dziesięciu osób zidentyfikowanych jako Piastowie z bardzo wysokim prawdopodobieństwem, siedem rzeczywiście niesie R1b. Ale dwie — nie. Te dwie noszą R1a, każda inną, osobną gałąź tej samej haplogrupy. Licząc szerzej, wśród wszystkich piętnastu przebadanych mężczyzn z grona kandydatów R1a pojawia się aż u sześciu, w trzech różnych liniach.
Jedna z dwóch zidentyfikowanych osób ma imię: Kazimierz I warszawski. Artykuł tłumaczy, dlaczego jego linia ojcowska odbiega od reszty rodziny — Kazimierz nie był biologicznym synem swojego nominalnego ojca, Trojdena I, który sam nosił R1b. Więź z dynastią odziedziczył inną drogą: po kądzieli, przez matkę, Marię halicką, której męscy przodkowie przez co najmniej pięć pokoleń byli Piastami. Inna linia Y-DNA, ta sama rodzina — tylko dojście do niej prowadziło przez kobietę, nie przez mężczyznę.
Linia, którą niesie Kazimierz I, to wąska, konkretna gałąź R1a — nie cała haplogrupa, tylko dokładnie ten jeden subklad. Pojawiła się już wcześniej w tej serii, niezależnie, u kilkorga osób z pozornie niepowiązanych ze sobą rodzin w sieci porównań. Nie jeden odosobniony przypadek. Kilkoro, rozrzuconych po różnych gałęziach tej samej, od lat badanej sieci — a każde kolejne sprawdzenie tylko potwierdzało, że są gęsto wpięci w już opisane wcześniej klastry, nie stoją z boku.
Przy jednym z takich sprawdzeń, w liście dopasowań jednej osoby, znalazły się niezależnie od siebie ślady wszystkich trzech linii R1a odnotowanych w artykule — nie tylko tej, którą niesie Kazimierz I warszawski, ale też dwóch pozostałych. Ciekawostka, nie dowód sam w sobie — ale pokazuje, jak gęsto te trzy linie są dziś wymieszane w populacji, z której wywodzi się reszta materiału.
Wraca więc pytanie zostawione w poprzednim odcinku bez odpowiedzi: gdzie właściwie leżą te matche. Odpowiedź nie jest jednostronna. Część siedzi w polskich rodzinach, blisko domu — tam, gdzie intuicyjnie by się ich szukało. Ale część prowadzi dalej, na Wyspy Brytyjskie, do rodzin osiadłych tam od pokoleń. To nie sprzeczność. Współczesny rozkład tego konkretnego subkladu, udokumentowany w niezależnych badaniach populacyjnych, skupia się dziś w dwóch miejscach naraz: w Polsce oraz na Wyspach Brytyjskich i w Irlandii — dokładnie tam, gdzie w tej sieci porównań się odzywa.
Wspólna, wąska linia ojcowska sprzed wieków nie czyni nikogo dzisiejszym potomkiem Kazimierza I ani nikogo z rodu piastowskiego wprost. Oznacza tyle, że gdzieś w głębi drzewa stoi wspólny przodek noszący tę samą mutację definiującą — a osoby, które dziś ją niosą, należą do tej samej, mocno rozgałęzionej rodziny genetycznej, z której wyrosła też linia dynastyczna. To dużo mniej niż herb. Ale dużo więcej niż przypadek, kiedy powtarza się tak wielokrotnie, w tak gęsto powiązanej sieci.
Wśród rodzin, w których ta linia się znalazła, jedna zasługuje na osobną wzmiankę — nie z powodu tej konkretnej linii R1a, tylko tego, co jeszcze niesie ten sam kit obok niej. W tej samej liście porównań odzywa się bowiem ślad zupełnie innej linii ojcowskiej, dotąd w tej serii nieobecnej.
O tym będzie następny odcinek. Zanim do niego dojdzie — pytanie do Was: trafiliście kiedyś w swoim drzewie DNA na kogoś, kto formalnie „nie pasował” po jednej linii, a mimo to okazał się bliższą rodziną, niż sugerował sam wynik testu?
CDN.
☕ Wsparcie dla dalszych badań: https://bit.ly/4tAMMuG
#genealogia #DNA #Piastowie #R1a #haplogrupa #GEDmatch #genealogiagenetyczna #archeogenetyka


