Bodzia leży dziś między Bydgoszczą a Płockiem, kilkanaście kilometrów od Włocławka. W XI wieku to nie była głusza — to był węzeł na szlaku łączącym Bałtyk z Rusią i Bizancjum, w bezpośrednim sąsiedztwie ziem, na których dopiero co ukształtowało się państwo pierwszych Piastów. Warto zobaczyć, co dokładnie ją wtedy otaczało — bo żadne z tych miejsc nie jest przypadkowe, i wszystkie są ze sobą powiązane dużo ciaśniej, niż sugeruje odległość na mapie.
Gniezno było pierwszą stolicą. To tam w roku 1000 doszło do zjazdu, na którym cesarz Otton III spotkał się z Bolesławem Chrobrym, i to tam powstała pierwsza polska metropolia kościelna — arcybiskupstwo, któremu podlegały wszystkie pozostałe diecezje na ziemiach piastowskich.
Jedną z nich była diecezja kujawska, z siedzibą najpierw w Kruszwicy, potem — od przełomu XI i XII wieku — we Włocławku. To dokładnie ten sam region i dokładnie ta sama epoka co Bodzia: kiedy w komorowych grobach chowano ludzi ze Skandynawii, kilkanaście kilometrów dalej organizowała się już kościelna administracja tego samego terytorium.
Stolica przeniosła się później do Krakowa — po zniszczeniu Gniezna w latach trzydziestych XI wieku, za rządów Kazimierza Odnowiciela. Wawel stał się z czasem główną nekropolią władców, ale zanim to nastąpiło, był po prostu punktem, do którego przesunął się środek ciężkości państwa.
Dalej na południowy zachód, w Raciborzu, w 1172 roku wydzielono osobne księstwo śląskie dla Mieszka zwanego Plątonogim — młodszego syna Władysława Wygnańca, wnuka Krzywoustego. To już czasy rozbicia dzielnicowego, ale nie oznacza to rozłączenia rodziny: Mieszko raciborski był sojusznikiem Kazimierza Sprawiedliwego w sporze z Mieszkiem III Starym, a Kazimierz został ojcem chrzestnym jego najstarszego syna.
I to ten sam Kazimierz Sprawiedliwy w 1176 roku sprowadził do Sulejowa dwunastu cystersów z burgundzkiego Morimond, zakładając nad Pilicą opactwo na ziemi leżącej przy przeprawie i komorze celnej — czyli na kolejnym punkcie tego samego typu szlaku handlowego, który wiek wcześniej dawał znaczenie Bodzi. Ten sam szlak pewnie ciągnął się dalej na wschód, do Sandomierza — kolejnego węzła handlowego pierwszych Piastów, połączonego z Bliskim Wschodem i Bizancjum przez szlaki wołżańskie. Podklasztorze jeszcze do niedawna należało zresztą do diecezji sandomierskiej — ta administracyjna więź nie jest tylko domysłem.
Jedna rodzina dobrze pokazuje, jak ciasno spięta była ta sieć w kolejnych stuleciach. W XVII wieku przedstawiciele rodu Sarnowskich herbu Jastrzębiec zajmowali funkcje kościelne w czterech z tych miejsc naraz: kantora i prymiceriusza katedry na Wawelu (ich epitafia znajdują się w kaplicy Zadzika, tej samej, w której od XVII wieku ubierano królów w strój koronacyjny tuż przed samą ceremonią) oraz kanclerza w Gnieźnie — również w katedrze, gdzie został pochowany. Jeden z nich, Stanisław Sarnowski, kanonik krakowski — czyli tej samej kapituły katedralnej co Szymon i Jakub — spiął osobiście od razu trzy pozostałe. Był opatem sulejowskim (1653–1676) i to on, po zniszczeniach potopu szwedzkiego, odbudował w Sulejowie kaplicę Ligęzków. To właśnie w murach opactwa, nie w Krakowie ani w Gnieźnie, został w 1658 roku wyświęcony na biskupa; ceremonii przewodniczył ówczesny biskup włocławski Kazimierz Florian Czartoryski. Niespełna dwie dekady później sam objął tę samą diecezję kujawską, we Włocławku dokończył życie i tam został pochowany. Jeden człowiek, jedna kariera kościelna, trzy miejsca z tej listy. To nie wyjątek — to sposób, w jaki średniowieczna i staropolska administracja kościelna w ogóle działała: te same nazwiska, te same koligacje, te same szlaki kariery, powtarzające się między tymi samymi kilkoma miastami przez pokolenia.
Jest jeszcze jeden wątek poboczny, wart samej ciekawostki, choć nie dowodu niczego więcej: Sulejów, Racibórz i Wawel mają — niezależnie od siebie — świątynie pod wezwaniem świętego Tomasza Kantuaryjskiego, czyli Becketa, zamordowanego w Canterbury w 1170 roku: w Sulejowie to kościół klasztorny, w Raciborzu i na Wawelu — kaplice. Trzy osobne, dobrze udokumentowane powody tłumaczą te dedykacje: cystersi z Morimond przynieśli ze sobą kult świeżo kanonizowanego świętego; biskup wrocławski uczcił w Raciborzu własnego patrona po tym, jak znalazł tam schronienie; na Wawelu kaplica powstała jako tematyczny odpowiednik kultu świętego Stanisława — obaj byli biskupami zabitymi na rozkaz swojego króla. Ten sam wzorzec dedykacji powtórzono zresztą w Polsce jeszcze raz, czterysta lat później, w zupełnie innym mieście i z zupełnie innego powodu.
Sześć miejsc, jedna administracyjna i dynastyczna sieć, rozciągnięta od Kujaw po Śląsk. I jest jeszcze jeden wspólny mianownik, który łączy je mocniej niż architektura czy koligacje urzędnicze — bo tym razem nie chodzi o kamienie czy nazwiska, tylko o DNA żyjących dziś ludzi z tej samej sieci porównań. Mieszczą się oni pod tym samym, szerokim parasolem haplogrupy R1b-U152, sięgającym epoki brązu — a pod tym samym parasolem znajduje się też wąska, konkretna linia ojcowska, którą oficjalna nauka potwierdziła już dla samej dynastii Piastów.
O tym będzie następny odcinek.
CDN.
☕ Wsparcie dla dalszych badań: https://bit.ly/4tAMMuG
#genealogia #historia #Piastowie #Gniezno #Krakow #Wloclawek #Raciborz #Sulejow #Bodzia


