Ten sam ślad. Tysiąc lat później.

Mapa łuku Skandynawia–Bodzia, XI wiek

Cmentarzysko w Bodzi pod Włocławkiem znaleziono przypadkiem — przy badaniach poprzedzających budowę autostrady. Pod ziemią, na której miał stanąć nasyp, leżało kilkadziesiąt grobów komorowych z przełomu X i XI wieku. Samych grobów komorowych, jeden przy drugim. Takiego cmentarzyska nie znamy nigdzie indziej we wczesnośredniowiecznej Europie.

W środku: miecze typu skandynawskiego, jednosieczny langsaks, monety, biżuteria, pojemniki na amulety, resztki jedwabiu. W jednym z pochówków — okucia pasa z godłem wiązanym ze Świętopełkiem, zięciem Bolesława Chrobrego i władcą Rusi Kijowskiej w latach 1015–1019. Bodzia leży nieopodal Wisły, na szlaku łączącym Bałtyk z Bizancjum. Analizy izotopowe potwierdziły to, co grób po grobie sugerowały same przedmioty: znaczna część tych ludzi nie urodziła się na miejscu.

To nie byli okoliczni gospodarze. To była elita — wojownicy i ich rodziny, osadzeni na ziemiach wczesnopiastowskich. Ludzie z północy, którzy przyszli tu i jako kupcy, i jako zbrojni, i którzy w wielu wypadkach byli sojusznikami piastowskich władców.

Warto od razu powiedzieć, czego Bodzia nie dowodzi: nie dowodzi skandynawskiego pochodzenia dynastii piastowskiej. Takiego dowodu archeologia nie dostarczyła, a przesłanek, że kolebki Piastów szukać należy w Wielkopolsce, jest sporo. Bodzia mówi co innego — że w bezpośrednim otoczeniu pierwszych Piastów byli ludzie z północy. Blisko.

W 2020 roku ukazało się w „Nature” wielkie badanie genomów świata wikińskiego (Margaryan i in., Population genomics of the Viking world). Wśród przebadanych próbek znalazły się także te z Bodzi.

I tu zaczyna się właściwy powód tego wpisu.

Wśród porównań DNA z tej serii badań znalazła się osoba — żyjąca, dzisiejsza, z polskiej rodziny — z tą samą, wąską gałęzią linii matczynej co jeden z ludzi pochowanych w Bodzi. Nie „podobną”. Nie „z tego samego rejonu Europy”. Tę samą, na tym samym poziomie szczegółowości, na jakim dziś się te linie rozróżnia.

Nazwa tej linii zostaje na razie bez podania. Kto siedzi w temacie, dojdzie do niej sam. Kto nie siedzi — sam kod i tak niewiele powie.

Teraz uczciwie o tym, czego to nie znaczy.

Wspólna linia matczyna nie oznacza „potomek tego konkretnego człowieka z Bodzi”. Oznacza tyle: gdzieś wstecz stoi wspólna prababka — i może ona być wspólna na długo przed samą Bodzią. Linia matczyna to jedna nitka w całym splocie: nie mówi nic o linii ojcowskiej, nic o reszcie drzewa, nic o procentach czegokolwiek. Jedna osoba to nie populacja, a jedno trafienie to jeszcze nie historia rodziny.

Dlaczego mimo to warto o tym pisać?

Bo to trafienie nie stoi samotnie. Ta linia nie wypłynęła z boku ani z przypadku — siedzi w środku gęstej sieci porównań, która od miesięcy uparcie wraca w te same miejsca. A im dalej ta sieć się rozplątuje, tym wyraźniej widać, że Bodzia nie była punktem odosobnionym na mapie — leżała w konkretnym miejscu i czasie, otoczona siecią instytucji świeckich i kościelnych, które przetrwały do dziś w zupełnie innej roli.

O tym, co dokładnie ją otaczało, będzie następny odcinek.

CDN.

☕ Wsparcie dla dalszych badań: https://bit.ly/4tAMMuG

#genealogia #DNA #Bodzia #Wikingowie #Piastowie #GEDmatch #genealogiagenetyczna #archeologia

Zostaw komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Ta strona używa Akismet do redukcji spamu. Dowiedz się, w jaki sposób przetwarzane są dane Twoich komentarzy.

Przewijanie do góry