Czerwiec 1318 roku, opactwo cystersów w Sulejowie. Zjeżdżają się tu najważniejsi ludzie ziem rządzonych przez Władysława Łokietka — wojewodowie, kasztelani, kanclerze, sędziowie, a z duchowieństwa między innymi biskup włocławski Gerward i miejscowy opat. Efektem obrad jest suplika sulejowska: prośba skierowana do papieża Jana XXII o zgodę na koronację Łokietka na króla Polski. Dokument dotarł do Awinionu i przyniósł skutek — 20 stycznia 1320 roku na Wawelu odbyła się koronacja, formalnie zamykająca epokę rozbicia dzielnicowego.
W opracowaniach naukowych uczestnicy zjazdu wymieniani są zwykle zbiorczo, po urzędach, bo źródła nie przekazały pełnego składu obrad. Wiadomo jednak dokładnie, kto te urzędy wówczas piastował — spisy urzędników i listy świadków przy książęcych przywilejach pozwalają odtworzyć krąg ludzi, z którego zjazd się rekrutował. Wśród nich jest postać, która wraca w dokumentach tamtych lat regularnie: Nawój z Morawicy herbu Topór, wojewoda sandomierski. W zachowanym dokumencie wystawionym pod Krakowem w sierpniu 1317 roku występuje jako świadek obok kasztelana krakowskiego Pakosława z Mstyczowa — dwa nazwiska z samego szczytu ówczesnej hierarchii.
Jego kariera układa się w linię, która sama w sobie opowiada historię odradzającego się królestwa. Pochodził z Morawicy pod Krakowem, gniazda rodowego Toporczyków — rodu, który konsekwentnie i od lat stał po stronie Łokietka, gdy ten dopiero walczył o zjednoczenie dzielnic. Podkomorzym sandomierskim został około 1308 roku, wojewodą sandomierskim w czerwcu 1317, a w styczniu 1320 — dosłownie na kilka dni przed koronacją — otrzymał godność kasztelana krakowskiego, najwyższy urząd świecki w państwie. Trudno o czytelniejszy dowód, że jego pozycja rosła dokładnie w rytm politycznego procesu, którego suplika sulejowska była jednym z kluczowych etapów. Zdążył jeszcze rozpocząć budowę zamku Tenczyn, dokończonego przez syna, po którym ród przyjął nazwisko Tęczyńskich.
Warto o tym pamiętać, gdy mowa o suplice jako o dokumencie. Za pergaminem stali konkretni ludzie, których biografie da się prześledzić rok po roku, urząd po urzędzie — nie anonimowa zbiorowość „możnych i duchowieństwa”, lecz nazwiska z własnymi majątkami, ambicjami i rodzinami. Sulejów nie był dla nich przypadkowym punktem na mapie, tylko miejscem, gdzie zapadały decyzje ważące na losach całego państwa. A ślady po nich prowadzą dalej, niż się zwykle sądzi — czasem aż do dokumentów, w których dziś szuka się zupełnie innych rzeczy.
Czy w Waszych rodzinnych poszukiwaniach trafiliście kiedyś na nazwisko, które nagle okazało się związane z wydarzeniem znanym z podręcznika?
CDN…


