Wcześniej, w serii o Azji, pojawiła się neolityczna jaskinia w Kraju Nadmorskim, nad Cieśniną Japońską, datowana na około 5700 lat przed naszą erą. Jaskinia Diabelskiej Bramy — nazwa, która sama prosi się o dalszy ciąg. Kalkulator autosomalny wskazał tam wtedy niewielki, ale realny sygnał: mniej niż jeden procent, ale wystarczająco konkretny, by traktować go jako punkt na mapie, nie jako szum.
Wtedy była to ciekawostka na marginesie serii azjatyckiej. Teraz staje się bramą.
Populacja, która żyła w tamtej jaskini u schyłku neolitu, nie została w jednym miejscu. Rozeszła się w trzech kierunkach, jak woda szukająca ujścia. Część poszła na wschód, w stronę wysp — z niej wyrosną później ludzie Jōmon, pierwsi mieszkańcy Japonii. Część została na kontynencie i powędrowała w głąb Syberii — to droga ku ludom jakuckim, dziś skupionym głównie w dolinie Leny i na dalekiej północy. A część, najbardziej wytrwała, poszła dalej na północny wschód, aż do miejsca, gdzie kontynenty niemal się stykają — przez most lądowy Beringii, w stronę Ameryk.
To nie jest trzy razy ta sama historia. To jedna historia, opowiedziana trzema drogami.
Świeży trop potwierdza jedną z nich wprost. Kalkulator populacyjny, przy zestawieniu jednego z profili z siecią, wskazał jednoznacznie na grupę jakucką — z przewagą tak wyraźną, że dwupopulacyjne przybliżenie dało wynik: pół Jakuci, pół Jakuci z Ułusu Anabarskiego. Bez domieszek, bez szumu z innych regionów Syberii poza najbliższymi sąsiadami — Dołganami, Ewenkami, Tuwińczykami. Czysty profil, jakby ktoś wskazał palcem na mapę i powiedział: tu.
To nie dowód pokrewieństwa z konkretną osobą. To dowód, że korytarz, który zaczął się w Jaskini Diabelskiej Bramy, ma na drugim końcu żywe, mierzalne DNA — nie tylko hipotezę geograficzną.
Co więcej — ten sam jakucki profil pojawia się jako wspólne dopasowanie z kitem z Kantonu, tym samym, który wcześniej w serii otworzył zupełnie inny wątek. I nie jako jedyny łącznik: obok niego stoi drugi wspólny match, o nazwisku prosto ze stepów Zabajkala. Dwa końce jednego korytarza — Kanton na południu, Jakucja na północy — spotykają się w tej samej sieci.
Tym samym regionem, z tej strony kontynentu, prowadzi jeszcze jeden trop — niepotwierdzony, ale wart odnotowania. Wśród nieformalnych analiz genealogicznych krążących wokół tej linii pojawia się nazwisko chińskiego przodka, umiejscawianego właśnie w północno-wschodnich Chinach, w okolicach tego samego korytarza. Bez próbki, bez sekwencji — czysta hipoteza z drzewa, nie dowód. Ale geografia się zgadza, a to w tej serii bywało już zapowiedzią czegoś więcej.
Trzeci kierunek rozejścia, przez Beringię, prowadzi dalej — do miejsca, gdzie mutacja przestaje być tłem i staje się jedynym dowodem. Tam, w Andach, czeka węzeł, który nie potrzebuje kalkulatorów, żeby udowodnić swoje istnienie.
CDN…
Czy ktoś z czytających ma w swoich wynikach ślad ludów jakuckich, jenisejskich albo Jōmon — i czy trafił na niego szukając czegoś zupełnie innego?


